Po mszy , procesji i obiedzie z tradycyjnym ciasteczkiem u teściowej, wybraliśmy się Palikami do Zamiennic ( pomiędzy Jaroszówką a Rokitkami ) na farmę danieli. Gospodarstwo Agroturystyczne z dużym placem zabaw , ciekawymi zwierzątkami oraz możliwością wyjazdu traktorem na karmienie danieli to prawdziwa gradka dla maluchów i dla starszych. Ceny symboliczne , dorośli 6zł , dzieciaki od 4 lat - 4zł , w cenie karnetu kawa, herbata , sok do wyboru. Można przyjechać z własnym grilem , poobcować z naturą. Świetne miejsce w okolicach Legnicy na spędzenie czasu z rodzinką. http://www.osadadanieli.pl/ .
Zapraszam również na naszą galerię https://picasaweb.google.com/olazeer/CzwartekZDanielami#
Tagi: wycieczki, miejsca, okolice
skomentuj (0)
Wyczekiwany od dawna tydzień wolnego, który przeznaczyliśmy na naukę Hani w posługiwaniu się nartami, okazał się najgorszym wyjazdem jaki mieliśmy okazję razem spędzić.
W niedzielę zameldowaliśmy się na
kwaterze w Piechowicach. Apartament składający się z dużego
salonu, sypialni kuchni z jadalnią oraz łazienki był najlepszą i
godną polecenia częścią wyjazdu .
http://www.e-karkonosze.info/id12/jagoda/. Później już było tylko
gorzej.
Pierwszej nocy rozłożyła się Hania , ostry kaszel i w
rezultacie zapalenie oskrzeli. Trzy noce z rzędu Hania miała ataki,
które raz doprowadziły ją do wymiotów. Po nie przespanej
pierwszej nocy zaobserwowałem u siebie niepokojące objawy (
gorączka , dreszcze , bóle mięśniowe) - wyrok brzmiał Grypa.
Trzymało mnie w zasadzie do piątku . W czwartek skapitulował
organizm Oli i zagrzmiał 38 stopniową temperaturą i tak należy
się jej tytuł super bohatera, zajmowała się nami z pełnym
poświęceniem . Tej nocy również Gabrysia rozgrzała się do
prawie 40 stopni . Tego było za wiele (nawet dla Oli ) .
Postanowiliśmy przed czasem zakończyć ferie i wrócić do domu.
Refleksja jaka nas dopadła jest taka, że o nartach puki co możemy
zapomnieć.
Przeleciał ten rok z prędkoscią światła. Zaczęło się od kłopotów ciążowych Oli,na całe szczęście nic złego się nie stało . Rozpoczęliśmy budowę, która to wlokła się do końca roku zasadniczo bez wyraźnych efektów. W między czasie urodziła się Gabrysia , nasz kochany promyczek. Dwójka dzieci w tak krótkim okresie to prawdziwe wyzwanie do tego kumulacja ilości pracy jesienią w firmie sprawiły,że tygodnie uciekały jak szalone a wraz z nimi siły fizyczne i psychiczne. Ale dotrwaliśmy do końca roku i podsumowując - był to naprawdę szczęśliwy rok. Wiele założeń szczególnie tych odnośnie firmy udało się zrealizować, brzucha co prawda nie udało się zrzucić ale to kolejne postanowienie noworoczne.
skomentuj (0)
życie w stresie
takie piętno z sobą niesie,
że sie nie wysram w lesie
gdyż puszcza mnie...
...dopierao na sedesie
Tagi: wiersze
skomentuj (0)
Czemu dalej jestem głodna
Czy myślenie przy jedzeniu
Nie przeszkadza mi w trawieniu
Trawię trawę dobre sobie
Toż to się nie mieści w głowie
Ile jestem w stanie zjeść
Czy to się odkłada gdzieś
Żuję gryzę mlaskam sapię
A sok z trawy z mordy kapie
Nie mam dziś do tego głowy
Takie jest psie życie krowy
Tagi: wiersze
skomentuj (0)
Już od kilku dobrych tygodni całkowicie z listy zakupów wyeliminowaliśmy chleb. Nie myślcie sobie(drodzy czytelnicy:) ) , że nie jadamy chleba , nic z tych rzeczy. Chleb pieczemy sami. Początkowo kupowaliśmy mieszanki gotowe ale szybko zaczęliśmy je modyfikować i ostatecznie do chleba wsypuje jedynie 2 szklanki gotowca, pół litra gorącej wody, 5 g drożdży, 2,5 szklanki mąki orkiszowej, 3 garście łuskanych pestek słonecznika, 2 garście siemienia lnianego, trochę pestek z dyni, łyżeczka czarnuszki, szczypta soli, łyżka cukru lub miodu i mieszam do uzyskania zwartej masy dodając mąki tortowej . Następnie wyrasta 30 min i piecze się godzinę. Och jak mi się zrobiło smutno w żołądku, chyba wiem jak na to zaradzić :)
Tagi: przepisy
skomentuj (0)
Nalewka z czarnej porzeczki to nowość w moim arsenale nalewkowym . Nie miej jednak podjąłem wyzwanie . W internecie znalazłem kilka przepisów lecz jak zawsze trochę je "udoskonaliłem" . Nie mogę napisać jeszcze czy przepis ów okaże się genialnym ale na wszelki wypadek ku temu by nie zapomnieć umieszczam go na blogu . Zasadniczo sezon na czarną porzeczkę się kończy więc jak komuś uda się tu zajrzeć to i tak nie będzie miał materiału potrzebnego do mojego przepisu . Gwarantuje , że jeśli nalewka nie wyjdzie wpis ten usunę w przypadku gdy okaże się polecenia, zamieszczę stosowną adnotację.
Do nalewki potrzebować będziemy :
czarna porzeczka - 2 litry
cukier ( ok 0,3 kg )
sok z wiśni ok 100g ( ja dodałem nalewkę własnej produkcji )
laska cynamonu ok 4 cm
ok 5-6 goździków
0,5 cukru waniliowego
0,5 cukru migdałowego
0,5 litra spirytu
0,5 litra wódy
pomarańczowa skórka
wszystkie owoce zasypałem cukrem dodałem przypraw, ( cukry, cynamon, goździki) zalałem wódką i ok 100g spirytusu , 100g wiśniówki , skórka pomarańczy na wierzch . To ma stać ok 1-2 miesiąca. Następnie owoce oddzielić od nalewki, zasypać cukrem dodać łyżkę miodu i odstawić na kila dni aż uzyskamy syrop . Następnie wlać nalewkę do owoców wymieszać ponownie oddzielić i rozlewać do buteleczek. Smakować po 6 miesiącach.
"Trzy Gwiazdy są na świecie , chociaż widać ich więcej a nie widać jeszcze więcej ". Odkąd usłyszałem tę piosenkę parę lat temu, moim wielkim marzeniem było zaśpiewać ten tekst tak jak bym to ja był jego autorem . Dziś jadąc od Palików z grila zarzuciłem w samochodzie sobie Kulcik , który zapożyczyłem od Pana Palika i ... spełniło się, z uwagi zapewne na fakt, że uraczony byłem 4 piwami, ( tak się tylko tłumaczę) napłynęły mi płyny ustrojowe do oczu ale szybko je opanowałem. Kochana rodzinko z dedykacją dla was Kult - 3 gwiazdy
skomentuj (1)
Dzięki Koniowi , który załatwił darmowe wejściówy i mojej bardzo fajnej żonie, która puściła mnie do Gdyni na weekend,udało mi się ponownie zagościć na Openerowym Festiwalu. Niestety ominęła mnie największa gwiazda Pearl Jam ale kilka koncertów można zaliczyć do udanych. Massive Attack to największa atrakcja piątkowego wieczoru , wspaniała rytmika i klimat który artyści wyrzucali ze sceny na długo pozostaną w pamięci . Kolejną gwiazdą był Empire of the Sun , debiutująca grupa, która odstawiła wielki kolorowy spektakl z tancerzami przebranymi z ptaki , wokalistą przebranym za indyjskiego księcia i perkusistą z miotłą na głowie i do tego muzyka z rytmiką disco lat 80' w sumie i posłuchać i popatrzyć.
Sobota oczywiście zahaczyliśmy o plażę, kąpiel w morzu , rybka na obiad i o 16:00 na festiwal .
Pierwszą gwiazdą i jak się później okazało najlepszy koncert wyjazdu był Skunk Anansie , niesamowity kontakt Skin z publiką, pływanie na rękach fanów , skakanie na scenie , okrzyki, miny i czadowy wokal przyprawiały o dreszcze. Spodziewałem się odwalenia fuszerki ale jak widać tej rangi artyści to nie T'Love który wychodząc na scenę mówi "panowie no to gramy dla wieśniaków". Niesamowite wrażenia i żal że tak krótko , ale przecież następni mięli być Kasabian. Wielkie nadzieje i wielkie rozczarowanie, po trzech piosenkach poszliśmy na piwo trafiając na koncert Nowiki i było fajnie. Ogólnie Haineken zaliczony ale raczej słabo w porównaniu z rokiem poprzednim. Cóż może za rok będzie lepiej , a teraz zaczynam obserwować newsy na oficjalnej stronie i z niecierpliwością wyczekiwać gwiazd na przyszły rok.
Dzisiaj, w związku z tym, iż babcia musiała iść do lekarza,przywiozłem Hanię do domu wcześniej i wróciłem do pracy.
Wróciwszy do domu Hania jak to ma w zwyczaju powitała mnie stałym tekstem Daaaj liziaka!!!.
- Nie mam lizaczka, tatuś nie był w sklepie - powiedziałem
- Dajjj liziaka - ciągnieła moja zawsze głodna córeczka
Postanowiłem dać jej wirtualnego lizaka.
- Proszę to jest lizak ale niewidzialny
Zmarszczyła się ale odpuściła.
Zasiedliśmy z Olą do obiadu. Hania jeździła autem próbując przejechać fionę.
Po obiedzie siedzimy jeszcze i rozmawiamy a Hania wyciągnęła z samochodu ciasteczka i chrupała patrząc na nas.
- Daj tatusiowi ciasteczko - poprosiłem
- To Hani - odpowiedziała moja nienasycona córeczka
- Proszę tatuś chce tylko jedno ciasteczko
- Hania je , to Hani
- Haniu , daj tatusiowi ciasteczko, trzeba się dzielić - powiedziała Ola
- Prosie tatusiu liziaczka - i oddała mi wirtualnego lizaka
PS. Historia autentyczna bez upększeń literackich
Tagi: hania
skomentuj (2)
W styczniu wybraliśmy się z Grześkami na zimowy wypoczynek z głównym nastawieniem oczywiscie na narty. Jeździlismy głównie do Rokytnicy w Czechach. Pierwszy dzień obfitował w wiele upadków , oczywiście głownie dzięki mnie. Dominika i Grześ śmigają już dużo lepiej więc oni byli bardziej stabilni niż ja. Wymęczyłem ten pierwszy wyjazd i byłem z siebie bardzo niezadowolony. Postanowiłem że nastepnego dnia będę bardziej odważny i dopracuję technikę jazdy czerpięc z tego co już opanował Grzecho. No i zaskoczyło drugi dzień to już całkowicie inna jazda. Większa predkość powoduje o wiele lepszą skrętność , prowadzenie ale również mniej męczy. Pierwszego dnie Grześki musieli na mnie oczekiwać na stoku zaś drugiego dnia praktycznie jeżdziliśmy w tempo. Nie powiem że nie obyło się bez upadków. Niestety każdego dnia stok był coraz gorszej jakości , duże oblodzenia powodowały że jazda była mniej bezpieczna. Niemiej jednak oceniam ten wyjazd jako bardzo udany , ktory wniósł dużo do mojej nauki jady na nartach. Poniższy filmnakręcony został pierwszego dnia .
składniki
- sałata lodowa (połowa)
- 5 jajek
- cebula
- pomidory koktajlowe (ok 8 szt)
- oliwki czarne ( kilka )
- anchois (jedno opakowanie)
- pomidory suszone w zalewie (kilka sztuk)
- pietruszka zielona
- oliwka z oliwek
- przyprawy
Każdy kto robił sałatki wie jak to się robi więc dodamy tylko tyle, że jaja na twardo pokroić na 8 części, reszta składników nie za drobno posiekać a anchois (sardynki) polecamy te z wyższej półki ważne aby były bardziej twarde a mniej przypominające tuszkę ślimaka :).
Bardzo polecam ten przepis, prawdziwa magia smaków.
W sierpniu postanowiliśmy zostać bicyklistami . Zakupiliśmy w sklepie rowerki oraz fotelik dla Hanuszczaka i zaczęlśmy przygodę na 2 kółkach. Weekendy spędzone w ten sposób okazały się wsapaniałą sprawą pod wieloma względami . Przede wszystim ruch , obcowanie z naturą , zwiedzanie nowych miejść do których nie można dojechac autem... , same achy i ochy i do tego jeszcze oszczędnie pod względem finansowym. Hani się bardzo podoba, co ułatwia nam sprawę bo tak naprawdę zależało to głównie od niej . Minęły 2 miesiące a my zrobiliśmy prawie 200 km . Najprawdopodobniej jednak to już koniec sezonu , z niecierpliwością czekamy wiosny by znowu wyruszyć na szutrowe , leśne drogi .
| Od Rowerowe wypady za miasto |
Tagi: sport, turystyka, rodzinka, rowery, wyjazdy
skomentuj (0)
„Dla mnie ten festiwal mógłby się już skończyć” – rzucił jeden ze znajomych, który po tym, jak Faith No More zeszli ze sceny, długo nie mógł dojść do siebie, ocierając z policzków łzy wzruszenia (dosłownie). Największa gwiazda wczorajszego wieczoru przyciągnęła zdecydowaną większość spośród przebywających w tym czasie na Babich Dołach. Kiedy ubrany na czerwono Mike Patton wyszedł na scenę, deszcz – dający już o sobie znać podczas show Madness – zaczął przybierać na sile. Ale nie było chyba osoby, której by to przeszkadzało, szczególnie kiedy z głośników zaczęły dopływać kolejne znajome dźwięki. Wymowne „Reunited” na początek, a potem już tylko setlista marzeń, czyli m.in. „Be Aggressive”, „Easy”, „Evidence”, „Caffeine” i „Digging The Grave”. Takiemu zestawowi hitów oraz pozytywnemu klimatowi bijącemu ze sceny i telebimów w końcu musiała się poddać nawet paskudna pogoda. „To jest siła naszej muzyki” – mówił Patton, kiedy niebo zaczęło się osuszać. Faith No More trzykrotnie wychodzili na bis, fundując wszystkim fanom niesamowity, półtoragodzinny powrót do przeszłości. Już się mówi, że był to najważniejszy koncert tego roku w Polsce.
cytat ze strony http://opener.heineken.pl/aktualnosci.html?page=1#1482131629
fragment koncertu grupy Gossip
fragment koncertu Moby'ego
fragment koncertu Faith No More
fragment koncertu Kings Of Leon
fragment koncertu The Prodigy
| fotogaleria |
Jakoś nie mieliśmy pomysłu na tegoroczną majówkę. I siedząc tak w domowej codzienności wpadła nam do głowy myśl – Wiedeń.
W związku z tym, że Ola ma tam rodzinę, nie było problemu z noclegiem. Spakowaliśmy manatki i pojechaliśmy. Droga mozolna, w stron Wiednia jechaliśmy 8 godzin, wszytko przez to, że zdałem się na nawigację i pojechaliśmy przez Kudowę. A było trzeba przez Lubawkę bo mimo, że trochę dalej to 2 godziny można zyskać ( 6 godzin wracaliśmy ) .
Należy pamiętać o wykupieniu winiety na czeskie autostrady . W Austrii bez problemu można je ominąć gdyż na naszej trasie występują one tylko w samym Wiedniu.
Pierwszego dnia zrobiliśmy turne po starym mieście ( Ratusz, Opery, Pomniki , Katedra ect. ) . Pierwszy Maja to w Austrii dzień wolny od pracy i odbywają się w tym czasie majowe pochody. Donośnym głosem klakierzy nawoływali a tłum demonstrujących powtarzał Marks, Engels, Lenin, Stalin .... ( coś do rymu czego nie rozumiałem ). Prawidziwy czerwony pochód.
Podróżowaliśmy oczywiście metrem ( bilet na 3 dni kosztuje 13,50 Euro) . Metro we Wiedniu to też turstyczną atrakcja. Komunikacja w tym mieście jest po prostu rewelacyjna.
Wieczór też spędziliśmy na starym mieście.
Kolejny dzień był trochę chłodny. Poszliśmy na wesołe miasteczko , na Prater. Hania trochę za mała a my za starzy aby móc skorzystać z tamtejszych atrakcji . Wiec przeszliśmy je szybko i pojechaliśmy do wiedeńskiego Wersalu na Schonbrunn .
Dla Hanki największą atrakcją był wysypany tam żwirek . Pospacerowaliśmy po ogrodach podziwiając tamtejszą architekturę.
Wieczorem pojechaliśmy na górę Kahlenberg podziwiać panoramę rozświetlającego się Wiednia. Wyryliśmy gorącą czekoladę i tak zakończyliśmy dzień trzeci .
Ostatni dzień wyjazdowy okazał się najcieplejszy. Pojechaliśmy s Hanią do ZOO. Mieści się one w ogrodach na Schonbrunn'ie i jest to całkiem przyzwoite ZOO. Polecamy tresowane pingwiny.
ZOO kosztuje 14 Euro dzieci do lat 6 za free.
Najlepiej na Schonbrunn wybrać się przy ładnej pogodzie i posiedzieć tam cały dzień. Najlepiej gdy jest to dzień w Czerwcu bo w tym czasie kwitną róże co jest wielką atrakcją tego miejsca. Samo zwiedzanie ogrodów jest darmowe . Trzeba zapłacić za zwiedzanie ZOO,labiryntu , oranżerii, pustynerii ( od pustyni) oraz samego pałacu . Cen niestety nie znamy.
I tak się skończył nasz spontaniczny wypad do Wiednia. Oby częściej .
Tagi: naszymi śladami
skomentuj (0)
Jak każdy czytający mnie wie, że mam śmieszny brzuch. Taki jakiś nieforemny , nie wymiarowy i w ogóle zaczynam mieć na jego punkcie kompleksy. Po ostatnim basenie z Hanią ujrzałem siebie na zdjęciu i postanowiłem że:
- już więcej nie wejdę z dzieckiem do wody!!! ( niestety nie wytrwałem w tym postanowieniu zbyt długo bo już tydzień po tym byłem Hanią na basenie)
- muszę zacząć ćwiczyć by do wakacji pozbyć się tego potwora.
No i ćwiczymy , co wieczór katujemy się przez 15 - 20 min i efekty już widać. Początkowo serie zaczynaliśmy od ledwo 20 to teraz już walimy 70. Ćwiczy ze mną moja oddana żona za co jestem jej niezmiernie wdzięczny choć uważam, że jej zasługą jest to jak dzisiaj wyglądam . ( bo zawsze winna jest żona ;-) )
Trzymajcie za mnie kciuki .
Tagi: domowe
skomentuj (2)
Od środy nocą , niestety tylko do soboty, spędzaliśmy czas wolny w malowniczej miejscowości jaką jest Świeradów Zdrój. Już ze Złotoryji widać, nową a już wizytówkę, nartostradę czy jak to woli stok narciarski. Oczywiście widać go w nocy w postaci wijącego się gdzieś w oddali ognistego węża schodzącego gdzieś do podnóża gór.
Dzień pierwszy . Hankę zostawiliśmy z Bartkami a sami jak ci wyrodni rodzice poszliśmy oddawać się białemu szaleństwu. Na miejscu byliśmy przerażeni , z naszymi umiejętnościami stok wydawał się ciężkim do zgryzienia orzechem . Lecz jak tylko wyszliśmy z gondolki ( swoją drogą bardzo to wszystko profesjonalnie wyglądające) okazało się, że nie jest tak źle. Zjechaliśmy , zaznaczam zjechaliśmy pierwszy odcinek dość ciężki potem mega lajcik na środku , płasko że jak sie nie rozpędzisz to trzeba się odpychać by dojechać do trzeciego odcinka który z tych wszystkich jest chyba najfajniejszy.
Udało się nam pokonać trasę 5 razy w przeciągu 2 godzin, co prawda bilet mieliśmy na 3 godziny ale ze względu na Hanuszczaka zakończyliśmy na tym. I dobrze bo ja już kondycyjnie nie wytrzymywałem Ola miała niedosyt.
Po nartach obiad w Malachicie , basen i ping-pong z Bartkiem . Wróciliśmy skonani . Tej nocy Hanka odbiła sobie nasz popołudniowy wypad i nie dała nam pospać.
Dzień drugi . Spacer po zasypanym po brzegi Świeradowie, gorąca czekolada w Cafe Monika ( z tej wyprawy są zdjęcia na galerii) , obiad w Malachicie, ping-pong z Bartkiem, usypianie Hanki , i na nocną jazdę ( tym razem Hanu z wujkiem Bartkiem została bo Aga była na "zebraniu") .
Nocna jazda z widokami na oświetlony Świeradów i okolice to coś wspaniałego . Zaczęliśmy o 19:30 i zjechaliśmy 4 razy ostatni wjazd o 20:56 , 4 min przed zamknięciem .
Na górze poczekaliśmy aż wszyscy pojadą. No i siuuuuu w dół. Ale co to jakiś natręt ciągle za nami śmiga. Ola myśli "poczekam" ale gość razem z nią staje ... akcja powtórzyła się kilka razy . Okazało się ze to był GOPR-owiec zamykający trasę. Tak że na sam koniec pokazaliśmy że bliżej nam do lamerstwa niżeli do tych co to na nie jednym wyciągu grzane wino pili.
W sobotę sie zebraliśmy bo się Hani kaszelek załączył i na zapalenie oskrzeli wyglądało wiec by nie ryzykować zawieliśmy manele i zjechaliśmy wcześniej .
Wróciliśmy trochę niezaspokojeni ale co tam już za rok znowu będzie zima.
ceny na stoku : 60 zł 3 godz
45 zł jazda nocna
z innych nie korzystaliśmy wiec podawać nie będziem.
Pragnę ci rzec kochana
Że tylko zgrywam czerstwego chama,
Że w głębi ducha...
...ciepła ze mnie klucha
Tagi: wiersze
skomentuj (2)
Czyli Rokittnica nad Izerą w Czeskiej Republice. Niedzielny wypad na narciochy. Fajnie było choć zapowiadało sie nie wesoło.
Planowy wyjazd o godzinie 8:00 przeciągną sie do 9 z minutami. Hanuszczaka do babci , potem jeszcze zatankować no i o 10 byliśmy już w trasie. Do Jawora żółwim tempem bo fotopstryków nastawiali gęsto czyli raj dla zamulaczy którzy teraz przecie mają wymówkę . Potem przez zaśnieżoną trasę Jawor - Lipa również 40 z porywami do 45km/h. Jelonka , Szklarska, Jakuszyce , Harahov i okazało sie że 3 godzinki pękły. ( do Krakowa jadę 2,5h ). W końcu jest Rokitnica ale co to , Pan policjant z czeskiej Policji Miejskiej nie wpuszcza na parkingi pod wyciągiem no i teraz szukaj tu gdzie zaparkować . Szczęśliwym trafem zmieściliśmy sie jako ostatni samochód na parking w pobliżu i na piechotę pod wyciąg... (Bogu dzięki za Ski Busy) . Godzina była 12:30 jak zakupiliśmy biletu ( planowy powrót przewidzieliśmy na 13) tu włączyła sie moja ukochana żona i prawi morały że źle zrobiliśmy że dziecko u dziadków że za daleko że za późno wyjechaliśmy etc . No to ja sie wkur.... Ale szybko mi przeszło , jej też pośmigaliśmy 3 godzinki , było zajefajnie... całkiem nie źle nam szło . ( Koniec) W domu byliśmy o 19:00 .
Udana niedziela.