mazeer blog

    Twój nowy blog

    Wsadź paluszka mi do pupki
    Wnet usłyszysz śpiew cichutki
    Rączka z drążkiem góra dół
    Oczka są zmróżone w pół

    Czuję mocno twą energię
    Stanowimy dziś synegię
    Prądy biegną mi po plecach
    A z napięcia oczy świecą

    Cóż się dzieje? wszystko w dół
    Stoję tu złamany w pół
    Nic nie czuję, zero mocy
    Zgasły nagle moje oczy

    Jasna cholera !!!
    Wsadź mi energizera
    Nie oszczędzaj swego hajsu
    Na królicza z Fiszer Prajsu

    Styczeń
    wprowadzenie : ostatnie miesiące na Lwowskiej to nieustanna walka z molami które zajęły większość suchych zapasów.( Śmialiśmy się że mole wygrały bo się wynieśliśmy z mieszania :) )
    W związku z powyższym jesteśmy dość wyczuleni na te owady.
    Któregoś dnia w nowym domu mówię do Oli : Właśnie zabiłem mola!
    Na to Hania z salonu zrezygnowana : Mola!?No i znowu będziemy musieli się
    wyprowadzić !

    Tekst z dzisiaj: Podjeżdżamy pod kościół w Ulesiu . Hania : Znowu do tego kościoła idziemy !?
    Ola : To nie jest ten sam kościół ostatnio byliśmy w innym
    Hania : Jeszcze nie weszłam do tego kościoła a już sie nudzę !

    W nagrodę za trudy minionego roku pozwoliliśmy sobie z Olą na odrobinę szaleństwa i bez naszych słodkich pociech spędziliśmy weekend w Czeskim Harrachowie w 4 gwiazdkowym hotelu z basenem sauną i innymi atrakcjami. Zabukowaliśmy się w piątek o 14 i od razu poszliśmy na stok ( udało się nam nabyć karnety za 250 K/szt) . Półtora godziny jazdy jak na otwarcie sezonu w zupełności wystarczyły , po jazdach znaleźliśmy fajną kameralną knajpkę ( szukaliśmy knajpy gdzie można płacić kartą ale takowych w Harrachowie brak) gdzie zjedliśmy rewelacyjną zupę czosnkową i obowiązkowy w Czechach smażny syr. Po obiedzie udaliśmy się do hotelu a tam czekał już na nas basen i sauna . Warto nadmienić, że do sauny wchodzi się nago , można być przepasanym takim bawełnianym prześcieradłem ale golasów nie brakuje co prawda więcej płci męskiej ale i młode dziewczyny też się zdarzały . Po saunie wymordowani udaliśmy się do hotelowego baru na browarka a później spać. Rano o 9 śniadanie – full wypasior – i na stoku od 10:30 do 15:30 – frajda na całego . Tym razem bez samochodu tak więc mogłem się uraczyć grzanym winem na stoku a po jadach piwkiem i beherovką w restauracji. Następnie basen , sauna , kolacja w mieście i 2 gambrinusy na sen . I od rana to samo. Śniadanie , narty i do dom o 14:30 – i jeszcze się udało opylić karnety za 500 koron . Finalnie trochę brakowało nam dzieciaków szczególnie że hotel taki mocno prorodzinny i dużo tam biegało maluchów. Ale w końcu się otrząsnęliśmy i stwierdziliśmy że nam też od życia coś się należy a dzieciaki na ferie zabieramy w lutym.

    Minął rok od ostatniego wpisu . Zasadniczo mógł bym napisać wiele bo wiele się działo w tym 2013 ale nie napiszę nic bo mi się nie chce do tego wszystkiego wracać . Może za kilka miesięcy a może nigdy. Ogólnie nie mam ochoty na nic – taka pora roku . Szaro buro i ponuro … Koniec marudzenia !

    W tym roku Święta Bożego Narodzenia były jakieś takie wyjątkowe. Zielona wyspa w natłoku problemów kłębiących się zawsze pod koniec roku . Ale co w tym takiego wyjątkowego ? Co rok przecież jest podobnie!

    No nie tak do końca. Zacznijmy więc od początku.

    Wigilia – postanowiłem że w tę Wigilię 12 potraw. Było ciężko bo u mamy było 11 ale zaliczyłem deser jako 12 . Na stole nie było przepychu , dominowały raczej sałatki i przystawki nad krokietami i innymi takimi , ale królował barsz z uszkami który był naprawdę pyszny ( gdybym był zupą to bym się w nim zakochał :) )

    Polubiłem śledzia!   Wow do dopiero wydarzenie.

    Na wigilii u mamy byliśmy w komplecie czyli całe moje rodzeństwo z partnerami i dzieciakami. Było więc wesoło szczególnie przy rozpakowywaniu prezentów.

    Wróciliśmy do domu wcześnie. Dziewczynki poszły w tan z nowymi zabawkami . W domu panował porządek ( dzięki Oli) , świąteczny nastrój dzięki kolędom, które leciały w dziecięcym pokoju. Właśnie tak sobie wyobrażałem wymarzone święta.

    Pierwszy dzień świąt spędziliśmy w domu bawiąc się z dzieciakami i słuchając kolęd a nie jak zwykle wykonując turne po babciach ciociach i innych rodzinach obżerając się przy tym uszkami , schabem w galarecie i ciastem .

    W drugi dzień zaś odwiedziliśmy dziadka w Lubinie i Anię ( kuzynkę Oli) w Jaworze ale nie były to wizyty nastawione na wyżeranie resztek poświątecznych . W Jaworze dziewczynki miały zajęcie dzięki dzieciakom Ani . Szalały, biegały, śpiewały kolędy. Ewa i Asia ( córeczki Ani) pierwszy raz obchodziły święta w Polsce ( na co dzień mieszkają w Grecji) .

    Święta się skończyły a kolędy lecą w naszym domu non stop. Dzięki temu magia świąt utrzymuje się do tej pory. Z tym, że to jest taka prawdziwa magia a nie taka amerykańsko plastikowa magia jaką nam od lat wciskają spece od reklamy aby pobudzić nasz konsumpcjonizm. I to właśnie było/jest takie wyjątkowe w te święta.

    Życzę wszystkim, zwłaszcza tym  którzy przeczytają,( palik możesz potraktować życzenia osobiście) poczuć taką prawdziwą ,  świąteczną magię w następne święta bo to bardzo fajne uczucie.

    Moja praca ostatnimi czasy bardzo irytująca nie przynosi wielu ciekawych momentów. Ale są takie dni, że uwielbiam to co robię. Dziś byłem na przeglądach budowlanych wykonywanych dla Uniwersytetu Wrocławskiego, wyjazd terenowy, i trafiłem w bajeczne miejsce w okolicach Dzierżoniowa. Wojsławice koło Niemczy a dokładniej do Arboretum – jest bajeczny ogród, będący filą ogrodu botanicznego we Wrocławiu. Miejsce jest przygotowane pod turystów, posiada parking zaplecze gastronomiczne i plac dla dzieciaków. Sympatyczna dziewczyna która nas oprowadzała po budynkach powiedziała, że koniecznie trzeba przyjechać do nich na przełomie maja i czerwca gdyż wtedy jest najpiękniej. Stety- niestety bywają weekendy, że mają 1400 osób zwiedzających i wtedy jest delikatnie mówiąc tłoczno. Najlepiej jest zajrzeć w tygodniu . Wstęp dla dorosłego to 10 zł. http://www.arboretumwojslawice.pl/ .

    Następnie udaliśmy się do Białkowa, do Obserwatorium Astronomicznego , oczywiście z przygodami bo w okolicy Wołowa są dwie miejscowości o tej samej nazwie oddalone od siebie o 30 km (jak się uda przepłynąć promem w Brzegu Dolnym bo inaczej trzeba jechać 80km przez Lubiąż). No i my oczywiście znaleźliśmy się nie w tym Białkowie co trzeba, na szczęście udało trafić na prom, który sam w sobie już jest ciekawym urozmaiceniem podróży. W końcu trafiliśmy! Niesamowite miejsce do którego prowadzi wąska na 1 samochód leśna droga. Kompleks składa się z pałacu ( który z lekka podupadł na zdrowiu) z którego drewnianym rękawem dostaliśmy się do obserwatorium. W osobnym budynku usytuowano koronograf. Wspaniałe miejsce ale nie z uwagi na wyjątkową technikę ale o klimat i ducha starej przedwojennej astronomii i pasji jednego człowieka. Historię kompleksu opowiedział nam Pan konserwator, który od wielu lat zarządza tymi obiektami i który swoją wiedza astronomiczną z pewnością przyćmił by nie jednego magisterka, z powodzeniem mógłby robić za kustosza gdyby obiekt miał charakter komercyjny – niestety nie ma. http://www.astro.uni.wroc.pl/helio/helio_bialkow_observatory.html

    Po dzisiejszych przygodach postanowiłem, że częściej muszę jeździć w teren. Nie dość że sprawdza się stare powiedzenie że „podróże kształcą” to jeszcze jest z tego pieniądz i dużo frajdy.

    Techniczne Zarządzanie Obiektami Sp. z o.o. to firma stworzona w celu
    świadczenia usług opieki technicznej nad Państwa budynkami. Zapewniamy
    prowadzenie Książek Obiektów Budowlanych, wykonywanie wszelkiego rodzaju
    przeglądów technicznych, bieżące naprawy, całodobową pomoc techniczną. Z
    naszą pomocą zmniejszą Państwo koszty utrzymania swoich zasobów oraz
    zlikwidują konieczność zatrudniania dedykowanego personelu sprawującego
    dozór techniczny nad obiektami.
    Dodlaiśmy nowe usługi do i tak bardzo dużego wachalarza.

    - administracja i zarządzanie obiektem budowlanym
    - obsługa i okresowe kontrole SAP ( Sysyem Sygnalizacji Alarmu Pożarowego)
    - obsługa BMS (Building Management Systems)

    W
    mnie w zasadzie wszystko dobrze, dzieci zdrowe ( to najważniejsze) ,
    z żoną się układa, budujemy dom , firma ( pomimo kryzysu )
    rozwija się prężnie, zmieniłem samochód na mój wymarzony…
    same superlatywy . Grzechem było by narzekać i nie zamierzam tego
    robić ale potrzebuję się wyrzygać z tego co mnie tam uwiera pod
    skorupą. A gdzie to mam zrobić jak nie tu. Zakładając firmę
    miałem nadzieję na szybki rozwój , na obracanie wielkimi
    pieniędzmi na realizację wielkich zleceń. Pamiętam marzyły mi
    się obsługiwanie obiektów , które dziś obsługuję i wcale nie
    są to perełki. Czyli marzenia się spełniają. Ale wraz z
    marzeniami idą coraz większe koszty utrzymania firmy , coraz
    większe sumy przechodzą przez nasze konta. Ryzyko, które
    podejmujemy jest coraz większe. Realizując roboty na 300 -500
    tysięcy , przekraczamy wartość prywatnego majątku który
    wypracowaliśmy przez kilka lat wspólnie z żoną. W razie
    jakiegokolwiek potknięcia możemy stracić wszystko. Najgorsze jest
    to, że niekoniecznie musi to być moja wina. Dochodzi do tego
    odpowiedzialność nie tylko za swoją rodzinę ale również rodziny
    pracowników .

           Ja
    mam raczej charakter hazardzisty i lubię czasami postawić coś na 1
    kartę ( no może jestem w stanie zaryzykować w proporcjach 30:70)
    ale im człowiek starszy tym te decyzje są coraz trudniejsze i
    bardzo stresujące, czasami czuję ,że to obciąża mój mózg
    bardziej niż praca.  Ja wiem, że to odbija się na mojej
    rodzinie, energię którą tracę mógł bym poświęcić dzieciom
    albo żonie , odbija się to też na moim ogólnym samopoczuciu.
    Szukam złotego środka ale brak kapitału obrotowego i jazda na
    kredytach sprawia że ciągle musimy czekać na ten złoty strzał
    który sprawi , że pojawi się w firmie kapitał obrotowy będący
    własnością firmy a nie banków. Do tego czasu pozostaje mi się
    zadręczać i walczyć z tym by nie rujnowało to mojego zdrowia i
    mojej rodziny. 

    Po mszy , procesji i obiedzie z tradycyjnym ciasteczkiem u teściowej, wybraliśmy się Palikami  do Zamiennic ( pomiędzy Jaroszówką a Rokitkami ) na farmę danieli. Gospodarstwo Agroturystyczne z dużym placem zabaw , ciekawymi zwierzątkami oraz możliwością wyjazdu traktorem na karmienie danieli to prawdziwa gradka dla maluchów i dla starszych. Ceny symboliczne , dorośli 6zł , dzieciaki od 4 lat – 4zł , w cenie karnetu kawa, herbata , sok do wyboru. Można przyjechać z własnym grilem , poobcować z naturą. Świetne miejsce w okolicach Legnicy na spędzenie czasu z rodzinką.
    http://www.osadadanieli.pl/
     .
    Zapraszam również na naszą galerię
    https://picasaweb.google.com/olazeer/CzwartekZDanielami
    #

    >


    • RSS